Drżący głosik brata wstrząsnął Sarą, ale nagłe pojawienie się w pokoju dziwacznej postaci sprawiło, ze krzyknęła. Irene musiała spać naprawdę mocno, skoro jej to nie zbudziło.
Nowoprzybyły był niewysoki, niższy od Sary. Jego garnitur w białe i czarne pionowe pasy wyglądał jak strój klauna, biała twarz z czarnymi plamami wokół oczu sprawiała upiorne wrażenie, ale najgorsze były włosy. Sterczały na wszystkie strony, przypominając czarne węże, a przyjrzawszy się im dziewczyna stwierdziła, że faktycznie są to wijące się gady! Odskoczyła w tył.
- No i jestem, cieszycie się?! - zawołał piskliwie potworek - Oo, piękna dziewczyna... pozwoli panienka, że się przedstawię: Beetlejuice. Proszę mi mówić B.J.
Przysunął się do Sary, lubieżnie oblizując usta ostrym jak nóż językiem.
- Zostaw moją siostrę - zażądał Toby - Nigdy jej nie dotykaj.
Beetlejuice spojrzał na dziecko i ku zdziwieniu Sary zaprzestał swych podchodów.
- Jak sobie książę życzy, ale w takim razie, po co tu jestem?
Jego szyja wydłużyła się nagle, sięgając aż pod sufit. Potem wygięła się i znajdująca się na jej końcu głowa zjechała niżej.
- Kogo mam wygnać?
- Nikogo.
- Nie rozumiem. Wzywasz bioegzorcystę, ale nie mówisz mu, co ma robić? A na dodatek odmawiasz zapłaty? - Potworna głowa zwróciła się ponownie w stronę Sary i zrobiła kilka nieprzyzwoitych grymasów.- Jeśli chodzi o ciebie, moja droga, to przyjmę każde zadanie.
- Nie powiedziałem, że nie zarobisz - Toby opadł z powrotem na poduszkę, wyraźnie wyczerpany - Dostaniesz zapłatę, tylko nie od razu. Porozmawiamy o tym później. Na razie chcę, żebyś pomógł mojej siostrze przejść przez Piaski Czasu do Królestwa Goblinów.
Beetlejuice zagwizdał na wysokich tonach.
- Mam zabrać żywego człowieka na Pustynię Umarłych? Wiesz, jakie to nielegalne? Jak można za coś takiego beknąć? Na mój zadek, dobry powód by to zrobić.
Skrócił szyję do normalnych rozmiarów, za to zdjął głowę z karku i zaczął podrzucać ją jak piłkę, nie przestając mówić:
- Zrobię to gratis, dla samej uciechy. A mogę wiedzieć, po co piękna dama chce iść do Królestwa Goblinów? Ma randkę z Jarethem?
- Znasz go? - wyrwało się Sarze. Beetlejuice zaśmiał się.
- Kto go nie zna? Jest sławny nawet w Krainie Umarłych.
- Nie chodzi o randkę... B.J. Jareth jest w niebezpieczeństwie, a ja mam mu pomóc, bo inaczej mój brat umrze. Chyba że to nieprawda.
Bioegzorcysta pokiwał trzymaną w dłoni głową, nadal odłączoną od reszty ciała.
- Król i młody książę zawsze są połączeni,aż do okresu dojrzewania. To uniwersalne prawo. Przykro mi, ale jeśli Jareth wykituje, naprawde zabierze twego braciszka ze sobą.
- Nie wiedziałam dotąd, że on w ogóle może umrzeć.
- Śmierć to władca absolutny, ślicznotko. Nikt jej nie ucieknie, jedyne pytanie brzmi, kiedy się na nią natknie.
Nasadził wreszcie głowę na kark.
- Jeśli mamy iść, to chodźmy. Nie ma na co czekać.
Sara pochyliła się i ucałowała brata. Nie chciała go zostawiać, ale miała tylko jedną alternatywę - iść, albo siedzieć tu i patrzeć, jak chłopiec umiera. Jeśli więź była tak silna... Jareth mógł pewnie wiele wytrzymać, ale nie tak małe dziecko.
- Idźmy. - powiedziała, prostując się. Beetlejuice strzelił palcami i niespodziewanie dziecięcy pokój znikł.
Sara stała na brzegu ogromnej, pokrytej wydmami, żółtej pustyni pod zwieszającym się nisko, burym niebem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz